Jeszcze niedawno pisaliśmy o tym, że wybieramy się na SparkUp – z wielkimi nadziejami, z oczekiwaniami. Czy warto było wstawać o 2:30 i jechać ponad 500km w jedną stronę, aby wziąć udział w tegorocznym SparkUp organizowanym przez InSys? Poniżej kilka zdań relacji i subiektywnej opinii stworzonej przez reprezentację programistyczno-projektową Lizard Media.

Pierwszym odczuciem, które nasuwało się na długo przed konferencją, był termin organizacji. Dla nas, którzy musieli, bez możliwości podarowania sobie dwóch dni roboczych, jechać prawie na drugi koniec Polski na kilka godzin, termin wtorkowy był odrobinę nietrafionym pomysłem – ale zależało nam na uczestnictwie, stąd poświęciliśmy w sumie 12h drogi, aby dotrzeć na miejsce. Jestem pewien, że dla pozostałych, którzy mieli do pokonania ponad 450km – również, a widzieliśmy uczestników z różnych regionów kraju, którzy wracali tą samą drogą (autostrada A2 jest europejska, ale dlaczego taka droga…). Na szczęście pogoda dopisała, więc droga nie okazała się tak męcząca.
Wjechaliśmy do Poznania, z pomocą nawigacji _prawie_ udało się nam dojechać na czas. Tutaj niestety findability sięgało poziomu zerowego, a wydaje mi się, że pierwszym atutem konferencji dotyczącej między innymi usability powinien być intuicyjny dojazd i sensowne oznakowanie – tego zdecydowanie zabrakło (szczególnie dla tych, którzy nie znają Poznania). Zdążyliśmy na czas. Otoczka wokół konferencji – jak zgodnie uznaliśmy – na bardzo wysokim poziomie, mnie osobiście szczególnie przypadła do gustu cała identyfikacja wizualna konferencji (logo, strona WWW, rozdawane notesy, identyfikatory) – ale to rzecz, która nie wpływa na końcową oceną imprezy i poziom prelekcji, które były celem naszej podróży. Ciekawe czy ktoś doszukał się związku pomiędzy gitarą elektryczną w logo a tematem konferencji ?;) Zapraszam do dyskusji.
Kwestie organizacyjne – poza wspomnianą powyżej marną informacją na temat dojazdu (oprócz wskazówek na stronie i skromnego bannera przed budynkiem Centrum Konferencyjnego), na wysokim poziomie, wszystko funkcjonowało bez zarzutu. Catering profesjonalny – z niemałym podziwem spoglądaliśmy na grupę Pań i Panów uprzątających „rzeczy” pozostawiony przez kilkuset informatyków (i nie tylko) – wyrazy uznania.
A teraz mięso, czyli wykładowcy, prelekcje, uczestnicy. Dla uczestników ścieżki WebDev pierwszą sesją była opowieść Bruce’a Lawsona z Opera Software na temat ciekawostek związanych z HTML5, CSS3, nowych elementów API JavaScript. Bruce, niezwykle sympatyczny człowiek,napisał już kilka słów na temat wizyty w Polsce. Poczytuję jako fenomen fakt, że zarówno na Twitterze pani Inayaili de León jak i blogu Bruce’a Lawsona znajduje się słowo „vodka”. Prelekcja przedstawiciela Opera Software – ciekawa, owocna w informacje o możliwościach HTML i CSS jeszcze nieużywanych, nieodkrytych przez wielu frontend developerów. Mam jednak wrażenie, że używany co kilka slajdów zwrot „you can use it – now!” był najczęściej na wyrost – szczególnie w polskich realiach. Niemniej jednak, bardzo dobry wstęp do przyszłości webdevelopingu, szkoda, że tak krótki. Nie będę opisywał każdej z prelekcji – każda była w jakimś stopniu interesująca, jednak pozwolę sobie na luksus wspomnienia tylko o tych, które zwróciły na siebie uwagę wysokim poziomem, bądź innym czynnikiem ;)
Dla ścieżki UX/webdesign chyba najbardziej interesującym (wygląda na to, że nie tylko moim zdaniem – w innych relacjach również pojawia się taka opinia) wykładem był ten prowadzony przez Marka Kasperskiego (ThinkLab), dotyczącego modeli mentalnych w kontekście projektowania interfejsów aplikacji webowych. Prelekcja iście interesująca, na wysokim poziome, w każdym calu fachowa, bez zbędnych przerw – gratulacje dla Marka od nas wszystkich (tylko mnie udało się osobiście je przekazać – inni bacznie słuchali kolejnego wykładu). Chyba nie tylko ja odniosłem wrażenie, że poziom pytań był momentami…no cóż, podstawowy – zatem z samych odpowiedzi na pytania trudno było skorzystać (nie wiem dlaczego większość pytań dotyczyła umiejscowienia przycisków, tak jakby usability było wyrocznią w tym temacie).
Kolejna sesja, która zwróciła na siebie uwagę, to zajęcia z Inayaili de León. Uczucia mieszane – odniosłem wrażenie, że Pani de Leon nie poznała statystyk dotyczących liczby użytkowników w Polsce korzystających z Ulubionej Przeglądarki Webdeveloperów – czułem się, jakbym cofnął się w czasie o 2 lata i słuchał o tym, jak należy dbać o jakże szeroką rzeszę użytkowników IE6. Z drugiej strony – zachęta do „who cares…”. Sądzę, że pointa wykładu była bardzo trafiona – tylko developer widzi to, czego nie widzi nikt inny, a na co poświęca niejednokrotnie długie i nerwowe godziny w oczekiwaniu na deadline ;) Z jednej strony – „know bugs”, z drugiej strony „use CSS3 selectors” (i bardzo pięknie, ale momentami jedno drugiemu przeczy, jeszcze…niestety). Odrobinę niesmaku pozostawiła zapewne odpowiedź na pytanie dotyczące tej wewnętrznej „niekompatybilności” wykładu – o „margin-right” dla co „n-tego” elementu – użycie jQuery to ustawienia marginesów w tak trywialnym problemie jest odrobinę nietrafionym pomysłem, a już na pewno nie jest rozwiązaniem zgodnym z założeniami „know bugs and avoid them”. Już widzę reakcje klientów, użytkowników, którzy pytają „a dlaczego dopiero po kilku sekundach strona wygląda ładnie i wszystko się przesuwa?” A wystarczyłoby wspomnieć o dodawaniu klasy po stronie serwera, bo póki co, myśląc o kompatybilności z przeglądarkami nie wspierającymi przydatnych selektorów CSS3, to jedyne eleganckie wyjście. Tak czy inaczej – gratulacje za podjęcie tematu o przywiązywaniu przez webdeveloperów zbyt dużej uwagi do elementów zupełnie nieistotnych z punktu widzenia zarówno klienta, jak i przede wszystkim użytkownika końcowego (lepiej poświęcić ten czas na poprawienie usability, pod czym podpisuję się obiema rękami).
Jedynym polskim akcentem całej imprezy był wykład Piotra Czekały z InSys, dotyczący optymalizacji serwisów internetowych. Temat, wydawałoby się, oczywisty. Ba, fundamentalny. Ale rzeczywistość okazuje się inna – na co Piotr zwrócił uwagę. Przyczyna ignorancji agencji wobec tego zagadnienia jest dwojaka – brak osoby, kogoś, kto nanosiłby końcowy szlif (optymalizował grafiki, stosował CSS Sprite, włączał mechanizmy minifikacji plików JS/CSS po stronie aplikacji itd.) lub zwyczajnie – brak czasu, napięte terminy i tym podobne. Bywa też tak, że wiedza na temat możliwości optymalizacji jest na niskim poziomie – co starał się zmienić Piotr podczas swojej prelekcji, w mojej opinii fachowej i przekonującej, choć odnieśliśmy wspólnie wrażenie, że z kilkoma tezami można by polemizować (choćby na temat wielkości pliku GIF/PNG8) – to wszystko jednak zależy od konkretnego przypadku.

Subiektywna opinia Michała Moroza (frontend developer w Lizard Media): „Niczego nowego się nie dowiedziałem, ale organizacja eventu była naprawdę dobra. Szczególnie zaciekawił mnie wykład Matta Biddulpha z Nokii o nowych drogach wykorzystywania urządzeń mobilnych w celu ukontekstualnienia informacji. Jest to bardzo rozwojowy kierunek budowania aplikacji internetowych, a jednocześnie na tyle jeszcze nierozwinięty, że nietrudno znaleźć w nim swoją niszę.„.
Reasumując. Można określić SparkUp jako konferencję wizerunkową, mającą na celu, poza paroma wyjątkami, poinformowanie rzeszy projektantów i webdeveloperów o tym, co dzieje się w świecie nowych technologii, metodologii czy specyfikacji. Wrażenia – pozytywne, bez zachwytów, ale jedno jest pewne – jeśli będzie okazja, a organizatorzy wezmą sobie do serca wszystkie relacje i uwagi uczestników, za rok pojawimy się na konferencji ponownie.
Jednocześnie, przy okazji, pragnę przekazać pozdrowienia dla innych uczestników SparkUp z Bielska-Białej, których spotkaliśmy na miejscu (nie wiedząc niestety wzajemnie o planach wyjazdu) – przedstawicieli Selleo.com. Do zobaczenia za rok!
Paweł Biliński, frontend developer
Kilka odnośników i źródeł:
0

Leave a Reply